niedziela, 25 lipca

Przyszedł czerwiec

I minęły kwiecień i maj na kwarantannie – także naszej gazety. Maj, ten najpiękniejszy miesiąc w roku, kojarzy się z kwiatami, zapachem bzu, maturami, miłością, majówkami. Ten maj będzie jednak kojarzył się z maseczkami. Też na „m”. To one będą nadal nam towarzyszyć na co dzień. W jednej z piosenek maj kojarzył się z zaproszeniem do gaju, lecz teraz gaje wysuszone i lepiej zaniechać dłuższych spacerów i turystycznych wypadów. Po prostu zostać w domu i powspominać, jak to było rok temu. Zmieniło się nam wszystko, lecz cieszmy się tym, co mamy, i miejmy nadzieję, że kiedyś znów będzie normalnie.

Ten maj miał obfitować w ważne wydarzenia. Planowano diecezjalną pielgrzymkę do Rzymu, aby w uroczysty sposób uczcić przypadającą 18 maja setną rocznicę urodzin św. Jana Pawła II. Pielgrzymki nie było, lecz będzie pamięć, bo On na zawsze pozostanie w naszych sercach. Może zadowolimy się w przyszłości odwiedzeniem Wadowic, ale kiedy to będzie możliwe, nie wiadomo. Mamy za to wyjątkową fotografię, która splotła dwie osoby – papieża w czasie rozmowy ze śp. ks. proboszczem Józefem Klemensem podczas audiencji w Watykanie towarzyszącej uroczystości nadania sakry biskupiej ks. Piotrowi Liberze (wątek szopienicki w Watykanie!). Działo się to w wieku XX. I co ciekawe, jest to również zdjęcie dawnego ks. profesora ze studentem teologii w krakowskim Śląskim Seminarium Duchownym.

fot. Arturo Mari

Teraz obaj może się spotkają, lecz w innej już przestrzeni. 5 maja upłynął rok od śmierci ks. Proboszcza Seniora. To już rok minął od chwili, kiedy żegnaliśmy go, odprowadzając na parafialny cmentarz. Czas szybko płynie, lecz na szczęście pozostają wspomnienia i serdeczna pamięć.

Grób ks. Kubiny, fot. D. Dylus

Żyjemy w czasie wyjątkowym, który nie sprzyja pisaniu o majówkach. To nie ten nastrój. Chodzimy sobie w tych maseczkach i kolorowych rękawiczkach, zachowując należytą odległość od siebie. Większy jest popyt na mydła i środki dezynfekujące. Myjemy rączki kilkakrotnie, żeby odegnać wirusy, a te ciągle fruwają. Zawsze fruwały. Jeżeli udacie się, Czytelnicy, na krótki spacer ulicą Morawy, to zatrzymajcie się przy krzyżu obok Szkoły Podstawowej nr 44. To wyjątkowe miejsce, bo tam właśnie dokonano pochówku ofiar epidemii cholery, która nawiedziła Szopienice w XIX wieku. I jeszcze jeden akcent – wchodząc na cmentarz, po lewej stronie, zwróćcie uwagę na stary grób z napisem „Kapłan Kubina”. Tylko tyle i daty. Ten bezimienny kapłan bardzo mnie zainteresował, lecz żadnych bliższych danych lub informacji o nim nie było. Z pomocą przyszły mi dwie panie, które znały imię i przyczynę jego śmierci. Na imię miał Antoni, a zmarł, zarażony tyfusem po odwiedzinach u chorego parafianina. Kapłan Kubina zmarł równo sto lat temu w czasie, kiedy Szopienice nawiedziła epidemia tyfusu. Miał 39 lat. Takie właśnie refleksje przyszły jako remedium na obecne czasy. Czy przypuszczaliśmy w Środę Popielcową, że tegoroczne święta Wielkiej Nocy przeżywać będziemy w taki właśnie sposób – w domowych zaciszach, uczestnicząc w Eucharystii poprzez telewizję. Mogliśmy być w Łagiewnikach, w Warszawie, w Rzymie, na Jasnej Górze, lecz wszystkim nam brakowało naszego kościoła św. Jadwigi. Było to na pewno wielkie doświadczenie, które być może coś w nas zmieni na korzyść. Może nauczy życiowej mądrości, nauczy cieszyć się tym, że każdy nowy dzień został nam dany przez Boga, bo – jak pisał pięćset lat temu Jan Kochanowski:

„My nieposłuszne, Panie, dzieci Twoje
w szczęśliwe czasy swoje
rzadko Cię wspominamy,
tylko rozkoszy zwykłych zażywamy.

Nie baczym, że to z Twej łaski nam płynie”…

Warto wrócić do takiej lektury, do świata książek, do starych i mądrych przemyśleń poetów i pisarzy, którzy czuli głębiej i pragnęli nauczyć nas również pokory. A tej, niestety, zawsze ludziom brakowało. Może zatem ten czas dany jest nam ku przebudzeniu.

Maria Kaźmierczak

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *