środa, 5 października

„Piwniczka” pełna skarbów. Tam, gdzie spełniają się marzenia

Cecylia Czech w „Piwniczce”, fot. D. Dylus

Jest jak słynne „sklepy cynamonowe” z opowiadania Brunona Schulza, bo tutaj spełniają się marzenia najmłodszych szopieniczan. Zakupy w „Piwniczce” stanowią zresztą naturalny etap rozwojowy w życiu wielu dzieci. Kolejne pokolenia schodzą po stromych schodach, by zdobyć upragnione przedmioty. A to, co upragnione, różni się w zależności od generacji. Przeżywający swoją młodość w latach 90. XX wieku przychodzili tu po segregatory, zdobione zdjęciem Britney Spears lub zespołu Backstreet Boys, młodsi od nich wynosili ze sklepiku trójwymiarowe naklejki z brokatem, kolorowe kartki do segregatorów z bajkowymi postaciami, lalki Monster High, maskotki z „Psiego Patrolu”, gluty i gniotki, piórniki z logo FC Barcelona. To, co kupowało się z wypiekami na twarzy w „Piwniczce”, pozwala w dużej mierze określić przynależność do danego pokolenia. Jest i klasyka zabawkarstwa: lalki Barbie, klocki, postacie z „Krainy Lodu”. I kostka Rubika – przeżywająca swój renesans – teraz, inaczej niż przed laty – dostępna w najróżniejszych wariantach.

Obok towarów, o których się marzy, które nabywa się z przyjemnością, sklep oferuje towary, które trzeba mieć – przybory szkolne i zeszyty. Czasem granice między wspomnianymi kategoriami ulegają zatarciu, bo np. na zeszycie widnieje logo ukochanego klubu sportowego, a ołówek wieńczy zabawna figurka zwierzaka. Dzięki takim detalom młodzi konsumenci osładzają sobie konieczność wypełniania obowiązków szkolnych. Zresztą, różnice pomiędzy kategoriami są też wyróżnikiem różnic między pokoleniami: rodzice nierzadko kupują z konieczności zabawki i gadżety, nie rozumiejąc fascynacji swoich dzieci na przykład antystresowymi, tęczowymi bąbelkami…

Włodzimierz i Cecylia Czechowie, fot. D. Dylus

Tę fascynację rozumieją z pewnością właściciele sklepu – państwo Cecylia i Włodzimierz Czechowie. Prowadzą go już od 1992 roku. Przez trzydzieści lat przeżyli niejeden trend w zabawkarstwie. I zawsze wchodzą w dziecięcy świat, by spełniać marzenia najmłodszych szopienickich klientów. Mają do nich szacunek. I twierdzą, że wprawdzie zmieniają się mody, zmieniają się pokolenia, lecz maluchy się nie zmieniają. Są tak samo spontaniczne, naturalne, potrafiące cieszyć się z małych rzeczy. Tak samo – jak przed trzydziestu laty – stają przed ladą z rozmarzonymi oczami i stosują najróżniejszy repertuar środków, by nakłonić rodziców, babcie i ciocie do zakupu wymarzonych rzeczy. Nie zmienia się też stosunek sprzedawców do nich: zawsze z anielską cierpliwością, wyrozumiałością i wrażliwością starają się zrobić wszystko, by dzieciom sprawić odrobinę radości.

Początki: „Adam i Ewa” oraz telewizory

Ulica Wiosny Ludów w 1995 roku (fot. PKZ Kraków, nr neg. 47784/A-a)

W przypadku „Piwniczki” można powiedzieć, że wszystko zaczęło się od „Adama i Ewy”, czyli… sklepu odzieżowego, zarządzanego przez Elżbietę Kucowicz. To tutaj pracowała Cecylia Czech – absolwentka szkoły handlowej, która dawniej mieściła się w szopienickim Technikum Przemysłu Spożywczego.  W podziemiach tej placówki handlowej zatrudniony był z kolei Włodzimierz Czech, który zajmował się naprawą telewizorów jako czeladnik u niejakiego Wieczorka. Dawniej bowiem specjalistów, którzy przywracali do życia Korale, Neptuny, Grundigi,  a także Rubiny traktowano jak rzemieślników. Aby się usamodzielnić, należało mieć albo papiery mistrzowskie, albo też tytuł technika. Pan Włodzimierz wybrał to drugie rozwiązanie. Niemal każdego dnia po zamknięciu punktu jeździł do szkoły średniej w Bytomiu, gdzie ucząc się wieczorowo, mógł zdobyć wspomniane uprawnienia. Tego typu tryb kształcenia pochwalał zresztą jeden z jego profesorów, który był specjalistą w dziedzinie naprawy sprzętu radiowo-telewizyjnego. Uznawał on, że prawdziwy profesjonalista powinien przede wszystkim zdobywać doświadczenie praktyczne, a teoria to tylko swego rodzaju „dopełnienie” edukacji w tym zawodzie.

W 1979 roku mistrz Wieczorek wyjechał do RFN. Wtedy Włodzimierz Czech postanowił przejąć zakład. Miał jednak dość dużą konkurencję – aż pięciu kandydatów wiązało swą przyszłość zawodową z „piwniczką”. Udało mu się dopiąć swego dzięki poparciu Dzielnicowej Rady Mieszkańców. Odtąd, jeśli tylko telewizory szopieniczan nie chciały działać (co zdarzało się dosyć często), udawali się  po schodkach w dół – „do Czecha” pracującego w podziemiach; a gdy chcieli kupić odzież – szli po schodach prowadzących w górę i zaglądali do „Adama i Ewy”, gdzie towar prezentowała im jego żona.  Gdy jednak w drugiej połowie lat 80. na świat przyszły dzieci państwa Czechów, postanowiła skoncentrować się na ich wychowaniu.

Powrót do aktywności zawodowej po urlopie wychowawczym był dla pani Cecylii bardzo trudny. Zmienił się system gospodarczy w Polsce. Pojawiło się bezrobocie. „Adamowi i Ewie” – placówce, podlegającej dawniej Wojewódzkiemu Przedsiębiorstwu Handlu Wewnętrznego, groziła likwidacja. Wówczas Włodzimierz Czech wpadł na pomysł, by żona pracowała w jego „piwniczce”, zajmując się sprzedażą artykułów papierniczych. Wygospodarował dla niej przestrzeń w maleńkim pomieszczeniu: pod oknem stały telewizory do naprawy, a naprzeciw pan Włodzimierz ustawił dwa skromne regały z długopisami, piórami, zeszytami oraz przyborami szkolnymi. Pani Cecylia znalazła hurtownie oferujące dobry towar i zaczęła działalność. Była wiosna 1992 roku.

Między bajką a rzeczywistością

Pomieszczenie w podziemiach stało się „Piwniczką”. Klienci, którzy tłumnie przychodzili do sklepu, stali się najlepszym dowodem na to, że decyzja, podjęta przez państwa Czechów, była słuszna. Już w pierwszych latach działalności właściciele poszerzyli asortyment o zabawki. Miejsca na nie przybywało, bo ubywało… telewizorów do naprawy. Tym razem pan Włodzimierz poznał bolesne skutki transformacji: nowe odbiorniki były tak skonstruowane, że w przypadku ich awarii mógł się nimi zająć tylko autoryzowany serwis, który nie udostępniał części mniejszym warsztatom. Zresztą, z czasem firmy produkujące sprzęt RTV doszły do wniosku, że najbardziej opłaca im się, gdy klienci wyrzucają stary sprzęt i kupują nowsze modele.

Upadek HMN Szopienice spowodował gwałtowne zubożenie lokalnej społeczności, fot. M. Malina

W tej sytuacji sprzedaż artykułów papierniczych i zabawek stała się głównym zajęciem państwa Czechów. I – co paradoksalne – tu, gdzie tak wiele towarów odwoływało się do popularnych dziecięcych bajek – właściciele poznali smutną, niebaśniową, szopienicką rzeczywistość lat 90. XX wieku. Widzieli gwałtowne ubożenie lokalnej społeczności, na które wpływ miały m.in. zamknięcie huty i likwidacja innych zakładów przemysłowych. Ofiarami tych zjawisk byli ich najmłodsi klienci.

Pewnych wspomnień nie da się wymazać: widoku dziecka, które odwiedza „Piwniczkę” i mdleje z głodu, bo od rana nic nie jadło. Widoku dziewcząt i chłopców, z zazdrością patrzących na swoich zamożniejszych rówieśników, którzy mogli pozwolić sobie na zakup modnych zabawek. Błagalnych spojrzeń maluchów, które śniły o samochodach i lalkach, ale wiedziały, że te towary pozostaną tylko w sferze ich marzeń.

W tych trudnych czasach sprzedawcy starali się – a miarę możliwości – sprawić, by na tych dziecięcych twarzach zagościł uśmiech. Zdarzało się, że karmili swoich małych klientów. Nieraz dawali im zabawki albo pozwalali, by ich rodzice brali je na kredyt. Rozkładali płatność na raty…

A dzieci kochały tu przychodzić. Zdarzało się, że traktowali Cecylię i Włodzimierza Czechów jak ciocię i wujka, którym można się zwierzyć. Zresztą, pierwsze pokolenie klientów wraca tu do dziś, by zakupić coś swoim pociechom i powspominać „dawne czasy”. Właściciele dziwią się, że ich ulubieńcy, którzy zbiegali po stromych schodach, by przyglądać się nowym zabawkom i jeździć na elektrycznym, małym motorze, są teraz policjantami, nauczycielami czy pracownikami naukowymi.

Tak bardzo wrażliwi na niedolę innych, właściciele „Piwniczki” po kilku latach pracy sklepu sami znaleźli się w dramatycznym położeniu. Dwukrotnie – w 2000 i 2002 roku zostali obrabowani. Złodzieje wynieśli wszystkie towary, które – z powodu zaniedbania ich agentki – nie były ubezpieczone. Rodzina znalazła się na skraju bankructwa. Trzeba było zaczynać od nowa. Wtedy pomocną dłoń do właścicieli wyciągnęli wdzięczni klienci. Wsparli ich, dokonując większych zakupów. „Piwniczka” przetrwała.

Specjaliści z zakresu handlu zabawkami

fot. D. Dylus

Gdyby w handlu zabawkami obowiązywały kryteria awansu zawodowego, znanego w rzemiośle – państwo Czechowie już dawno musieliby cieszyć się tytułem mistrza. Są profesjonalistami. Przez trzydzieści lat zdążyli poznać świat dzieci. Wiedzą, co przypadnie go gustu pięciolatkom, a co ucieszy dziesięciolatka. Dla nich powodem do satysfakcji jest, gdy klient opowiada o radości obdarowanych zabawkami z „Piwniczki” dzieci.

Ich profesjonalizm polega również na tym, że mają poczucie odpowiedzialności za małych klientów. Starają się nie sprowadzać zabawek modnych, nieestetycznych czy niewychowawczych. Jeszcze dziś krzywią się na wspomnienie lalek Monster… Obecnie mają pewien problem z maskotkami Huggy Wuggy, bo i te niewiele mają wspólnego z kanonami piękna. Za to uwielbiają sprzedawać pluszaki – bohaterów „Psiego Patrolu”. Niedawno zniszczyli całą zgrzewkę zeszytów, ponieważ po jej otwarciu okazało się, że na kartkach wewnątrz nich widniały niesmaczne rysunki. Nie mają też w ofercie wulgarnych  „gadżetów” na urodziny.

fot. D. Dylus

Po trzydziestu latach od rozpoczęcia działalności „Piwniczka” nadal pełna jest skarbów – nie tylko dla dzieci, ale również dla dorosłych. Bo i ci znajdą coś dla siebie – biżuterię, bibeloty, kartki, souveniry, artykuły piśmiennicze. Ale tym, co tutaj stanowi najcenniejszy skarb – jest praca jego właścicieli, którzy kochają to, co robią od trzech dekad.

„Piwniczka” jest otwarta w dni powszednie od 9.00 do 16.00. W soboty państwo Czechowie obecnie zazwyczaj jej nie otwierają.

Daniela Dylus

Artykuł powstał w ramach zadania publicznego pod tytułem: Szopienice.PL – nasza dzielnica w Internecie. Zadanie jest współfinansowane z budżetu miasta Katowice.

3 komentarze

  • Magdalena

    Pozdrawiam rodziców mojej dawnej przyjaciółki Ani 🙂 cudowni, kochani ludzie 🙂 Magda H… kiedyś z 10go piętra 🙂

    • Baasia68

      Znam Panstwa Czechow od bardzo dawna Pana Czecha pamietam jak naprawial telewizory w piwniczce robilam zakupy dla dzieci,przybory szkolne itd. Moje dzieci wpadaly tam po rozne drobiazgi i robia to dalej .Za zawsze szukajac figurek sloni wtedy tylko do piwniczki tam zawsze moge znalesc cos dla siebie. Pozdrawiam I zeby nasza piwniczka trwala dalej z tak wspanialymi wlascielami.

    • Mariola

      Takich ludzi z pasją to w dzisiejszych czasach rzadko się spotyka. Życzliwi, kochający ludzi a przede wszystkim dzieci..

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.