niedziela, 19 września

Czarna mewa

Dąbrówka Mała w latach 30. XX w., NAC

Po przyłączeniu w 1922 roku części Górnego Śląska wraz z Katowicami do Polski, wielu Niemców wyjechało z tych terenów. Jednak nie wszyscy chcieli opuszczać ziemię, na której mieszkali od pokoleń. Polska administracja nie zabraniała im pozostania w kraju. Wielu jednak czuło się pokrzywdzonych i okazywało niechęć do polskiej administracji. Dotyczyło to szczególnie młodych ludzi, podatnych na polityczną agitację. Jej nasilenie nastąpiło w latach 30. XX w., gdy w Niemczech zaczęła dominować partia nazistowska. Miała ona wpływy także w polskiej części Górnego Śląska, gdzie powstawały prohitlerowskie organizacje i towarzystwa. Nie ukrywano, iż są wspierane przez rząd niemiecki, zwłaszcza pod dojściu Hitlera do władzy. Nie inaczej było na terenie obecnych Katowic.

Pod koniec grudnia 1934 roku do starostwa powiatowego w Katowicach wpłynęła prośba o zarejestrowanie Towarzystwa Wycieczkowego Wioślarskiego „Schwarze Möwe” (pol. „Czarna mewa”), którego celem statutowym miało być „objeżdżanie na czółnach po rzekach polskich w celach zapoznania się z krajem naszym”. Towarzystwo zawiązano na terenie gminy Dąbrówka Mała (obecnie dzielnica Katowic). Nieformalnie powstało już w październiku, ale wówczas tłumaczyło się zarządowi gminy, że nie posiada stałej siedziby i ciągle trwają poszukiwania odpowiedniego lokalu. Zarząd gminy był podejrzliwy co do takiego tłumaczenia.

Jeden z członków towarzystwa pisał do Gminy: „Słyszałem, że Zarząd Gminny zainteresował się, co się u mnie dzieje. Może jakiś p. Widera Józef meldował Zarządowi Gminnemu, że do mnie chodzą koledzy. Melduję, że są to moi przyjaciele, którzi mają zamiar założyć związek wioślarski, czółny budować i w lecie objeżdżać na czołnach po rzekach polskich w celach zapoznania kraju naszego. Według mojego zdania musi Starostwo i Zarząd Gminny to powitać, że młodzież złącza się i tworzy związki, niż podupadać na ulicach. I gdyby Zarząd Gminny temu p. Widerowi więcej wieży, niż mie, temu p. którymie z zemsty zdenuncjował, który sam z jedną nogą już w więzieniu stoji, to proszę aby policja sama się przekonała co my robiemy.

Władzom Starostwa wydało się nieco dziwne, że w miejscowości, w której nie ma możliwości pływania czółnami, miałaby powstać taka organizacja. W Dąbrówce Małej nie było – i nie ma – dużych stawów lub jezior, a płynąca przez nią rzeczka – Brynica – raczej nie zachęcała do pływania po niej. Przyszli członkowie towarzystwa byli młodzi, niezbyt dobrze uposażeni, więc argument podróży po Polsce, by pływać w różnych miejscach, również odpadał. Mimo to trzech obywateli z Dąbrówki usilnie chciało, by towarzystwo zarejestrować.

Towarzystwo założyli Jan Roskosch, Henryk Roskosch i Bernard Siegesmund. Organizację wpisano do ewidencji stowarzyszeń 15 stycznia 1935 roku, a do jej zarządu weszli Bernard Siegesmund (prezes), Jan (Johann) Roskosch (sekretarz) i Edmund Maron (kasjer). Co ciekawe, wszyscy członkowie towarzystwa byli zadeklarowanymi Niemcami lub osobami, które przejawiały postawę proniemiecką. Podobno też żaden z nich nie posiadał czółna, ani wcześniej nie interesował się rekreacją. Władze starostwa miały coraz większe wątpliwości co do rzeczywistego celu działania towarzystwa. Zlecono więc jego kontrolę, a członków stowarzyszenia dokładniej „prześwietlono” i sprawdzono ich przeszłość. Skoro już w październiku jeden z członków towarzystwa zapraszał policję, by sprawdziła i „sama się przekonała co my robiemy”, to oficerowie z chęcią z tego zaproszenia skorzystali.

Po ustaleniach policji okazało się, że członkowie towarzystwa byli bezpośrednio związani z niemieckim Volksbundem (organizacją wywrotową) oraz figurowali jako osoby notowane za wykroczenia (antypolska agitacja, wzniecanie przepychanek i zaburzeń podczas polskich wieców, itd.). W raporcie policyjnym stwierdzono wprost, że w tym towarzystwie „wywrotowa hitlerowska młodzież miałaby możliwość się organizować”! Na temat Bernarda Siegesmunda w służbowej notatce komendant posterunku z Dąbrówki Małej W. Ryszka napisał, że Siegesmund „nienawidzi wszystkiego co polskie” i działa jako łącznik lub kurier między grupami nazistowskimi w województwie śląskim. Podobnie sprawa się miała co do innych członków. Ponadto policja argumentowała, że oddział wioślarski istnieje już przy miejscowym kole Ligi Morskiej i Kolonialnej. Na te rewelacje starostwo chciało jak najszybciej zareagować. Dla władz byłoby to spektakularne zwycięstwo. W nagłówkach gazet pojawiłyby się tytuły o udaremnionej próbie założenia hitlerowskiej komórki na Śląsku. Niejeden policyjny śledczy i urzędnik starostwa dostaliby nagrodę, a może nawet medal.

Jednak towarzystwo wyprzedziło działania starostwa i policji. Pismem z 23 lutego 1935 roku członkowie „Schwarze Möwe” poinformowali Dyrekcję Policji Województwa Śląskiego w Katowicach, że towarzystwo uległo samorozwiązaniu. Dlaczego? Rzekomo z powodu „niezainteresowania się członków”. Tak lakoniczne stwierdzenie było jedynie przykrywką. Należy przypuszczać, że polskie władze w przeciągu kilku tygodni i tak nakazałyby likwidację „Czarnej mewy”. Towarzystwo miało być przykryciem dla propagandowej działalności pronazistowskiej. Władze nie dały się nabrać, gdyż w wielu innych miejscowościach Niemcy robili to samo. Miano także w pamięci czasy sprzed 1922 roku, gdy w ten sam sposób funkcjonowali działacze Towarzystwa Gimnastycznego „Sokół”: oficjalnie zajmowano się kulturą fizyczną, a nieoficjalnie szkolono do walki przyszłych powstańców śląskich.

komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *