wtorek, 5 lipca

Mistrz bezdyskusyjnie lepszy

Wisła Kraków pokazała w niedzielę dlaczego jest jedną z najsilniejszych futsalowych ekip w Polsce. Grając z ogromną determinacją i na pełnej koncentracji Wiślacy na odrobinę rozluźnienia pozwolili sobie dopiero przy prowadzeniu 6:0..

Od początku meczu widać było, że to Wisła chce atakować i zdobywać bramki. Akademicy postawili na wąską obronę i rzadko zapędzali się pod bramkę rywala. Mimo tego pierwszą w meczu dobrą okazję na gola miał Jędrzej Jasiński, który jednak uderzył obok bramki. Na trafienie do siatki nie trzeba było długo czekać, bo już w drugiej minucie nieco przypadkowo piłkę między słupkami umieścił Vakhula. Zawodnik z Ukrainy chciał co prawda podawać do lepiej ustawionego kolegi, ale piłka odbiła się od nogi jednego z Akademików i zupełnie zmyliła Mateusza Bednarczyka. To była pierwsza i ostatnia bramka Wisły, która wpadła przez przypadek – pięć kolejnych to wynik doskonałej gry Mistrza Polski. Najpierw po składnej akcji Bednarczyka pokonał Zadorożnyj a chwilę później gola piętą dołożył Douglas. Wisła szła za ciosem i kolejne trafienia zdobywali ponownie Vakhula oraz Ricardinho. Trener Akademików Witold Zając zdecydował się na zmianę w bramce i Bednarczyka zastąpił wracający na parkiet po operacji kolana, reprezentant Polski do lat 19 – Maciej Kamiński, który swój ostatni mecz w Futsal Ekstraklasie rozegrał .. w kwietniu. Niemal od razu po wejściu Kamiński musiał skapitulować, młody goalkeeper co prawda odbił pierwszy strzał Morawskiegoale przy dobitce był już bezradny.

Wisła prowadziła już 6:0 dominując w każdym aspekcie. Wydawało się, że podłamani katowiczanie nie będą w stanie podnieść się po słabej pierwszej połowie. Na parkiet w Krakowie po przerwie wyszła jednak zupełnie inna drużyna z Katowic – dynamiczna, walcząca, wzajemnie się mobilizująca. Takich Akademików aż chciało się oglądać. Pierwszą bramkę dla przyjezdnych – a co za tym idzie pierwszą w oficjalnych spotkaniach z Wisłą w Futsalekstraklasie – zdobył Paweł Barański, który po długim podaniu wykazał się dużą boiskową dojrzałością, pokonując Dworzeckiego tak zwaną „podcinką” zewnętrzną częścią stopy. Wiślacy, pewni wygranej, nieco spuścili z tonu i dali się wyszaleć Akademikom. Po świetnym podaniu Wojtasa przełamanie zaliczył Kamil Kmiecik, który nieco wcześniej również miał znakomitą szansę na bramkę – ale próbując skopiować wyczyn Barańskiego uderzał obok bramki. Spokój w szeregi Białej Gwiazdy postanowił wprowadzić sam Błażej Korczyński, który precyzyjnie obsłużył Lebiedzińskiego, a temu nie pozostało nic innego jak podwyższenie wyniku na 7:2. Jeszcze raz do walki poderwali się goście, z rzutu wolnego uderzał Kolmas, a piłkę delikatnie musnął Tosik – futbolówka na tyle zmieniła tor lotu, że trafiła do siatki obok zdziwionego Dworzeckiego. Mecz zakończył kolejny gol wypracowany przez duet Korczyński-Lebiedziński.

Cieszę się, że mogłem wrócić między słupki, chociaż żałuję że w takich okolicznościach. Przez cały okres leczenia kontuzji brakowało mi klimatu spotkań w Futsalekstraklasie. Jeśli chodzi o sam mecz to zdecydowanie przespaliśmy pierwszą połowę, nie dojechaliśmy na ten mecz, a Wisła jest zespołem, który wykorzystuje każdą słabość przeciwnika. Przed kolejnymi spotkaniami musimy popracować nad wieloma elementami – potrafiliśmy się podnieść z kolan i wierzę, że w kolejnych spotkaniach od początku zagramy na pełnych obrotach. – mówił po meczu Maciej Kamiński.

Akademicy z porażki muszą otrzepać się bardzo szybko, bo już w najbliższy czwartek rozegrają we własnej hali spotkanie z aktualnym liderem – Rekordem Bielsko Biała.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.