wtorek, 28 września

Adwentowe zamyślenie…

Czas szybko mija i tak jak często pojawia się „Miesięcznik Roździeński”, tak też szybko zmieniają się okoliczności towarzyszące naszemu życiu. Jeszcze niedawno zielone liście drzew ożywiały nasze spacery wokół szopienickich jezior i stawów, potem zrobiło się żółto i czerwonawo, a w końcu pozostały na drzewach tylko puste gałęzie i gałązki. Nie jest też jednak tak, żeby przyroda ściśle oddzielała jeden czas od drugiego. Lepiej można to ująć, stwierdzając że każda pora powoli przechodzi w kolejną, delikatnie zahaczając o wcześniejszą, ale też i zapowiadając następną. Jeśli jest inaczej to zaczynają się problemy. Bo chyba źle się dzieje, gdy zaraz po Święcie Zmarłych od razu słychać kolędy i zaczynają lśnić świąteczne ozdoby.

Przed kilkunastu laty w Niemczech chrześcijanie zauważyli to dosyć powszechne zjawisko i postanowili zachęcić do innego spojrzenia na ostatni etap roku kalendarzowego. Wyszli od prostego spostrzeżenia: wszystko ma swój czas. Chyba każdy zgodzi się z tym głęboko zakorzenionym w naszej kulturze stwierdzeniem, mającym starożytne, biblijne korzenie. A skoro tak jest, to z tego również wynika, że „Adwent jest w grudniu”. Nie zaczyna się na przykład już 3 listopada, ale najwcześniej może być na samym końcu listopada. Grudzień to jego królestwo. Stosownie do tego stwierdzenia rozpowszechnione zostało hasło „Adwent jest w grudniu”, za pomocą którego od lat próbuje się uświadomić potrzebę dobrego liczenia czasu.

Grudniowy Adwent niesie ze sobą swoiste doświadczenia, do których chętnie się odwołujemy. Są one specyficzne, przywołują charakterystyczne symbole czy przejawy duchowości. Jedne mają niewiele wspólnego z duchowością, bardziej odwołują się do obyczajowości. Inne, wprost przeciwnie. Czasem trochę zacierają się granice między nimi, ale trzeba sięgnąć do ich korzeni, aby docenić ich wartość i na nowo odszukać głębsze znaczenie.

Chyba najbardziej popularnym symbolem Adwentu jest obecnie wieniec adwentowy. W perspektywie dwóch tysięcy lat chrześcijaństwa liczy on sobie dopiero dokładnie 180 lat, ale przez ten czas stworzył bardzo dobre ramy do duchowego przeżywania przedświątecznego czasu.

Pierwszy wieniec adwentowy pojawił się  w Hamburgu w grudniu 1839 roku w sali modlitw Raues Haus, ewangelickiego ośrodka dla sierot z biednych dzielnic Hamburga. Siedem lat wcześniej, ewangelicki duchowny, teolog i działacz społeczny ks. Johann H. Wichern (1808-1881) otworzył w swym rodzinnym mieście wspomniany ośrodek dla osieroconych dzieci. Chciał, aby jego biedni podopieczni czuli się w nowym „domu” jak w rodzinie. Przed Adwentem roku 1839 roku założyciel ośrodka wpadł na pomysł, aby zmienić wystrój sali i wprowadzić w nim rodzinny nastrój, sprzyjający refleksji i modlitwie. W tym celu sporządził szczególny wieniec. Na obrzeżu koła o średnicy 2 metrów umieścił 24 małe świeczki. Każda miała być zapalana w kolejny zwyczajny dzień Adwentu. Wokół tego wieńca podopieczni ks. Wicherna gromadzili się codziennie na wspólne spotkania, modlitwę i śpiew. Początkowo ozdabiano zielenią tylko ściany sali, a później zamiast ścian przystrajano już wieniec.

Pomysł ks. Wicherna został przeniesiony do innych miast w Niemczech. W Adwencie wokół wieńca głoszono adwentowe rozważania, śpiewano pieśni i modlono się. Po czasie ks. Wichern zmienił trochę wygląd wieńca. Zamiast 24 świec umieszczał w nim już tylko cztery, oznaczające cztery niedziele Adwentu.

Zwyczaj sporządzania wieńca adwentowego w kościołach i w domach rozprzestrzenił się bardzo szybko w całych Niemczech, szczególnie na północy tego kraju. W latach 20 ubiegłego stulecia zwyczaj ten zadomowił się również wśród katolików. A potem podbił Europę i cały świat.

Dziś wieniec wykonany jest z zielonych gałązek świerkowych, sosnowych lub jodłowych. Ma kształt koła, na którym osadzone są 4 świece: symbol czterech niedziel Adwentu. Płomienie tych świec, zapalanych kolejno w poszczególne niedziele, przypominają nam o tym, że „Pan jest już blisko”.

Dawny zwyczaj 24 symboli na wieńcu adwentowym zachował się w … kalendarzu adwentowym. Dobrze znają go dzieci. To plansza z okienkami na każdy dzień grudnia, kryjąca w każdym dniu jakąś słodką niespodziankę. Pierwsze takie kalendarze powstały w Niemczech w latach dwudziestych XX wieku, a od 50 lat zwyczaj ten przyjął się z powodzeniem również w wielu innych krajach. Największy kalendarz adwentowy znajduje się w centrum miasteczka Gengenbach na południu Niemiec, gdzie w 24 oknach historycznego ratusza ukryte są bożonarodzeniowe obrazy.

A świece, tak mocno związane z Adwentem i Bożym Narodzeniem, mają jeszcze jedno odniesienie, nawiązujące w jakiś sposób do idei wieńca adwentowego. W 1993 roku po raz pierwszy Caritas zorganizował akcję pod nazwą „Bożonarodzeniowa Świeca Caritas”. Jej symbolem była świeca z napisem Caritas, którą należało postawić na wigilijnym stole, przy dodatkowym nakryciu i wyrazić swą gotowość do przyjęcia Chrystusa w każdym, kto wymagałby pomocy. Wkrótce zmieniono nazwę tej akcji na Wigilijne Dzieło Pomocy Dzieciom, a od 2000 roku uzyskała ona wymiar w pełni ekumeniczny. Jej organizatorami stały się organizacje charytatywne Kościołów prawosławnego i ewangelicko-augsburskiego. Świeca i cele akcji są wspólne, różnią się tylko symbole organizacji charytatywnej, umieszczonej na świecy. Można je nabyć w parafiach rożnych wyznań i podczas różnych przedświątecznych akcji. Pomagają i łączą ludzi, tak samo jak i cały Adwent i Boże Narodzenie winny łączyć wszystkich, bo odnoszą się do jednego wydarzenia, które zmieniło na zawsze nasz świat.

AM

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *